wczoraj chwaliłam się wam nowym prezentem, zenitem ttl. jest to niemalże kultowy model. co prawda nie wiem czy ten jest w pełni sprawny, bo nie był jeszcze przeze mnie testowany, ale od razu rzuciła mi się w oczy jedna rzecz, która odbiegała nieco od sprzętu, który do tej pory widziałam...
dodany do aparatu obiektyw, jeden z moich ulubionych, helios- 44m, miał z boku niewielki przełącznik trybu auto i manual. z początku nie bardzo zdawałam sobie sprawę z tego, jakie cudo wpadło mi w ręce.
no dobrze, dość tych tajemnic. :)
zazwyczaj jeśli chcemy np. podłączyć sobie taki obiektyw do aparatu cyfrowego to niestety nie mamy możliwości manipulowania przysłoną, co daje nam domyślnie niewielką głębię ostrości i nie pozwala w pełni wykorzystać potencjału obiektywu. dzięki temu bolcowi dostajemy możliwość przełączenia sobie trybu i... przysłony działają! :)
mam wrażenie, że od teraz odłożę na bok standardowy, kitowy obiektyw 18-55mm i będę bawiła się tym cackiem.
niecierpliwie czekam też na przetestowanie całego aparatu - jeśli okaże się sprawny wyląduje on na mojej liście sprzętu, którą
możecie znaleźć na dole strony, w zakładce "my cameras" wraz z resztą aparatów.
ten wpis jest takim... przerywnikiem, pamiętajcie, że wczoraj pojawiła się pierwsza część sesji z karoliną -
KLIK.