Showing posts with label tudorcolor 200. Show all posts
Showing posts with label tudorcolor 200. Show all posts

Sunday, July 28, 2013

Pochmurno.


zakopać w chmurach, by nie słyszeć rozżalenia krzyczącego prosto w twarz.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie ma dziś u mnie tak pięknego słońca. jest duszno, gorąco i liczę, że zbiera się na letni, cudowny deszcz. a ja siedzę bez celu, sama w domu, muzyka w głośnikach robi się coraz głośniejsza. to chyba jeden z tych dni, które upłyną mi na zbędnym myśleniu, nie przełożonego w działanie.
zaczął się u nas jarmark dominikański, ciekawe czy coś się tam poprawiło, czy zszedł jeszcze bardziej na psy. trzeba odwiedzić.
pięknie się dzieje, pojawiają się dla mnie kolejne nowe perspektywy spotkań! poznanie 'nowych' ludzi chyba dobrze mi zrobi.
lecę nadrobić wasze blogi. :)
udanej niedzieli!
--------------
there's no beautiful sun here today. it's hot, stuffy and i hope it'll rain later with such an amazing summer drops.
and i'm sitting here, home alone, music in my headphones is getting louder and louder. i think it's one of those days, when i'll be thinking too much and doing too little.
great things happen, a lot of meetings are waiting for me, i hope meeting 'new' people will serve me well.
i'm going to check out your blogs now. :)
have a great sunday!

Tuesday, July 23, 2013

Sometimes we lose each other...


"- why people lose each other...? why WE lost each other?
- sometimes things happen. we have scars and wounds. things happen...
- is it because i gained weight?
- i was fighting for you as strong as always before you did... 
just... 
one person from a relationship is always wrong. two different characters, personalities and needs.
 two different decisions and opinions. when both match each other it's okay. 
but when they are different - one of them is wrong. that day, when we lost each other, i was wrong. when i hurt you."
------------------
"- czemu ludzie się tracą? dlaczego MY się straciliśmy?
- czasem rzeczy się dzieją. mamy blizny i rany. rzeczy się dzieją...
- bo przytyłam, co?
- walczyłem o ciebie tak samo jak zanim to się stało... po prostu... jedna osoba w związku zawsze jest w błędzie. 
dwa różne charaktery, osobowości i potrzeby. dwie różne decyzje i opinie. kiedy obie do siebie pasują, wszystko jest w porządku. 
ale kiedy są różne - jedna z nich zawsze jest zła. tamtego dnia, kiedy my się zagubiliśmy, ja byłem w błędzie. kiedy cię skrzywdziłem."

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
kartka z pamiętnika, 23 lipca 2012r.
*angielska wersja jest pierwsza bo jest wersją oryginalną.
----------
a page of my diary,  July 23, 2012.
*english version comes first cause it's the original one.



Monday, July 22, 2013

"We're leaving here tonight..."


odkryłam, że nie mam linii serca. to może dlatego nie można ze mnie nic wyczytać...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
no i popsuło się - moje planowane na dziś wyjście na zdjęcia nad morzem nie wyszło. jednak za to nadrobiłam sobie zdjęciami na łące. :)
jutro nie muszę wstawać nigdzie, wyśpię się (o ile będzie mi dane) i może wreszcie zrobię coś pożytecznego. byłoby dobrze zabrać się wreszcie za moje książki.
ale xbox oraz fable 2 kuszą mnie na razie bardziej. :)
a wy pogrywacie sobie czasem w jakąś gierkę? simsy, angry birds? a może coś poważniejszego? ciekawa jestem, czy tylko ja jestem taka popieprzona i kolekcjonuję gry. ;) i nie, nie grywam ani w simsy ani w angry birds... xD
----------------
and it all went to hell - my beach photoshoot didn't happen today. but i was taking some photos outside anyway. :)
tomorrow i don't have to go anywhere, i'll have some sleep finally (hopefully) and maybe i'd do something useful. it'd be good to finally start reading my books.
but my xbox and fable 2 tempt me more for now. :)
and you? do you play any games? the sims or angry birds? or maybe even something more serious?
i'm very curious, if i'm the only one fucked up enough to collect video games. ;) and no, i'm no playing the sims nor angry birds, haha. xD


Saturday, July 20, 2013

So many visions - so little film rolls.


kiedy słońce smuci, a deszcz daje spokój.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
siedzę w domu, zasłoniłam okno bo słońce zaprasza mnie na zewnątrz, każdym podmuchem wiatru kusząco zachęcając do fotografowania. wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że ból głowy mnie dziś obezwładnia. to chyba z przesycenia weną - szkoda, że nadal nie do pisania (jak wspominałam kilka wpisów temu).
zaczęłam rozplanowywać sobie już mapę świata, o którym chciałam pisać, ale idzie to powoli. chociaż lepiej powoli niż wcale.
od fotografowania odsuwa mnie też fakt, że... wyszłam z filmów a konto mam puste. a z ekonomicznego punktu widzenia za jedną rolkę z rossmann'a mam pięć klisz na allegro.
wczorajszy dzień - wieczór, właściwie - zaowocował w wyjście, a ono ostatecznie w rozkoszną, samotną drogę do domu już po 23:00, z utworem, który macie pod notką, w uszach = mnóstwo inspiracji na nocne zdjęcia. cyfrowe tym razem, jeszcze nie ogarnęłam analoga gdy nie ma światła. wujek przywiózł mi kiedyś swoją starą lampę ale nie wyszperałam jeszcze odpowiednich baterii.
perspektywa poniedziałkowego i wtorkowego wyjścia sprawia, że serce mi rośnie. :D
mam nadzieję, że nic się nie popsuje! któż przebolałby utratę zdjęć morza o zachodzie słońca.
ps: zaktualizowałam tumblr'a - zapraszam!

----------------------
i'm sitting at home, i covered my window, cause shining sun only disturbes me and keeps encouraging me to go outside to take some photos. it'd be all fine, if my headache wasn't knocking me down so much today. i laugh that it's all because of too much inspiration inside my head - but it's a shame, not for writing (as i mentioned few posts ago).
i already started to plan the world i'd like to write about but it all goes slow, very slow. but - still - better slow than nothing.
another thing that interrupts me in taking photos is... that i ran out of films, haha. and in my economical thinking - one rossmann roll costs the same as five rolls bought on the internet.
yesterday's evening end up in me leaving home what finally turned out in a lovely walk at night, with music - i post that song under this post = a lot of ideas for night photographs. digital, i think, cause i'm afraid i'm still not good enough to take analog photos without any light.
my uncle gave me his old camera lamp, but i still have no good batteries for it.
the perspective of monday's and tuesday's meetings makes my heart rise. :D
i hope it won't spoil it! i wouldn't stand if i lost photos of the sea and setting sun.
ps: i posted new photos on my tumblr - check it out!


Friday, July 19, 2013

"She's got a rose in her smile..."


"and her mind aches
and her heart breaks,
'cause she's silly"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
znalazłam wreszcie kliszę, która w dużym stopniu odpowiada moim oczekiwaniom. :) to zdjęcie, które widzicie właśnie z niej pochodzi, a już niedługo zobaczycie ich jeszcze więcej (oczywiście, flickr'owi mają lepiej, pewnie reszta fotografii pojawi się tam dziś wieczorem ;) ).
dziś zakończyłam praktyki - wielkie yay dla wakacji! marzę o tym by wyrwać się w przyszłym tygodniu gdzieś na 2-3 dni bo oszaleję.
marzę o jeziorze, beztrosce, łódce na środku jeziora, zimnym piwie i przesiadywaniu wieczorami, słuchając szczebiotania świerszczy...
powinnam też wybrać się do fryzjera - moje uczesanie woła o pomstę do nieba, burza rudawych kłaków bez ładu i składu, koniecznie trzeba coś na to zaradzić.
----------------
i finally found a film, which fits to my expectations. :) this photo you can see here is taken on it, the rest you'll see here very soon (of course, flickr users are more lucky to see the rest probably even tonight ;) ).
today i finished my practice work - huge yay for my holidays! i wish i could just go somewhere next week for 2-3 days, otherwise i'll go crazy.
i dream about a lake, ease, little boat in the middle of that lake, cold beer, warm evenings outside and singing crickets...
also i should go to the hairdresser - my hair really cries for help, a ball of redish something, without any sense, some cuts definitely must be done.