I wish that you knew when I said two sugars, actually I meant three.
I wish that without me your heart would break,
I wish that without me you'd be spending the rest of your nights awake.
I wish that without me you couldn't eat,
I wish I was the last thing on your mind before you went to sleep."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
trochę resztek z analogowej warszawy oraz kilka zdjęć z moich spacerów po okolicy. niestety druga klisza, którą pstrykałam kiedy byłam na wyjeździe pękła, bo aparat odmówił posłuszeństwa.
jutro pierwszy dzień (wieczór właściwie) w pracy - trzymajcie kciuki! :)
-------------
few pieces from my analog warsaw and some photos of my lonely walks in my neighbourhood. unfortunately this film - the second one from warsaw, broke cause my camera just hated me then.
tomorrow first day (evening, actually) at work. keep your fingers crossed! :)
klisza solution 200. słyszałam o niej różne rzeczy, włącznie z tym, że zmienia kolory, jednak na wielu zdjęciach otrzymałam fioletowe niebo i żółte morze, co zobaczycie w następnych postach.
dziś dla was kilka wspominek krótkiej chwili, kiedy miałam śnieg. :)
-------------
solution 200 film. i've heard a lot of things about it, including the fact it changes colours, but on many photos i got a violet sky or a yellow beach, what you'll see in next posts.
today i've got few memories of a short moment when we had snow. :)
chwycone przez tylną szybę samochodu, mknącego wraz ze wschodzącym słońcem.
plażowe zachody.
kochany canon wrócił do domu po dość długotrwałym pobycie w serwisie. nie mogę się doczekać aż włożę do niego film i pobawię się szerokokątnym obiektywem tym razem.
dla was dziś zlepek analogów, z okazji braku nowości - mam nadzieję, że po kampanii wrześniowej nadrobię braki.
oczywiście, dla zainteresowanych - pojawił się kolejny wpis w moich dziennikach - KLIK. moje wrażenia po egzaminie z chemii.
do następnego!
"Oh, lonely hands, grab my suitcase full of nothing..."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
blogerska sekta uświadomiła mi, że mam dziś imieniny. szczerze mówiąc - dobrze wiedzieć, bo ja tylko pamiętam, że w sierpniu, ale nigdy nie wiem kiedy. xD
dziś mam dla was kolejny zlepek wspomnień, zarówno z gór, jak i znad morza. dwa pierwsze zdjęcia pochodzą z canona, reszta z zenita, z którego film dziś odebrałam.
(...)
ostatnimi dniami tęsknię tak bardzo, że zasuszam się od środka. kruszę się i kulę we własnym bólu, spowodowanym jednym, nieodpowiednim twoim zachowaniem. dlaczego wciąż mi zależy?
--------
our blogger sect reminded me about my name day today. honestly - i never know when it is exactly. xD
today i've got more analog photos for you, from the moutains and from the sea. two first are made by canon, the rest is straight from my zenit.
(...)
last days i miss you so much that i dry out from the inside. i crumble and i hide in my own pain, caused by your one, inappropriate move. why do i still care?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
wreszcie - poznań z kliszy. myślę, że to już ostatnia partia zdjęć z wyprawy.
dla ciekawskich - w tagach zawsze wpisuję jakim aparatem i ewentualnie jaką kliszę użyłam do danych zdjęć. wspominam o tym, bo często pytacie. :)
jestem niesamowicie wdzięczna za tak ciepły odzew pod każdym postem - to dla mnie naprawdę bardzo, bardzo dużo znaczy.
wciąż nie wiem, czy jechać w góry czy nie. z jednej strony marzę o ujęciach skał, polan i dolin. z drugiej jednak nie mam chyba na to siły. chandra jakaś, czy coś.
----------
finally - poznań on film. i think this is the last part of my trip's photos.
if you're curious - i always tag every post by type of camera i used. i write about it cause you ask me a lot. :)
i'm incredibly grateful for all your kind words under every post - it means a lot for me!
i'm still not sure if i'm going on another trip or not. i dream about shots of rocks, mountains and fields. on the other hand, i'm afraid i'm too tired for this. some kind of depression or something. bad time.
czas się spakować. chyba nie jestem w tym najlepsza.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
okej, plecak - gotowy. aparaty - gotowe. bilet - jest. ubrania - są.
wszystko mam, poczucie, że czegoś zapomniałam również. :) zawsze tak mam!
długo czekałam by spotkać alex - poznaną dzięki muzyce, a jakże by inaczej. teraz nareszcie moje marzenia się spełnią.
oczywiście problemy też się pojawiły, nigdy nie ma tak, że wszystko idzie po mojej myśli. teraz jednak niecierpliwie wyczekuję momentu, kiedy wsiądę do pociągu do poznania (pierwsze razy ftw!).
jeśli będę miała możliwość to rzucę wam tu jakiegoś posta w międzyczasie, co by pochwalić się jak nam się tam żyje.
czas jeszcze zaopatrzyć mp3'kę w nową muzykę!
buziaki
---------------
okay, the bag - check. cameras - check. train ticket - check.
i've got all the things i need, the feeling i forgot something - as well. :) i always feel that!
i've been waiting for so long to meet alex - met thanks to music, of course. now my dreams finally come true.
of course, there wouldn't be a trip without any problems, it's never perfect, but now i'm sitting here, impatiently looking forward to being in the train to poznań tomorrow (first times ftw!)
if i have an opportunity, i'll post something about how we live there.
it's time to pack my mp3 player with some new music!
xoxo
zakopać w chmurach, by nie słyszeć rozżalenia krzyczącego prosto w twarz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
nie ma dziś u mnie tak pięknego słońca. jest duszno, gorąco i liczę, że zbiera się na letni, cudowny deszcz. a ja siedzę bez celu, sama w domu, muzyka w głośnikach robi się coraz głośniejsza. to chyba jeden z tych dni, które upłyną mi na zbędnym myśleniu, nie przełożonego w działanie.
zaczął się u nas jarmark dominikański, ciekawe czy coś się tam poprawiło, czy zszedł jeszcze bardziej na psy. trzeba odwiedzić.
pięknie się dzieje, pojawiają się dla mnie kolejne nowe perspektywy spotkań! poznanie 'nowych' ludzi chyba dobrze mi zrobi.
lecę nadrobić wasze blogi. :)
udanej niedzieli!
--------------
there's no beautiful sun here today. it's hot, stuffy and i hope it'll rain later with such an amazing summer drops.
and i'm sitting here, home alone, music in my headphones is getting louder and louder. i think it's one of those days, when i'll be thinking too much and doing too little.
great things happen, a lot of meetings are waiting for me, i hope meeting 'new' people will serve me well.
i'm going to check out your blogs now. :)
have a great sunday!
"- why people lose each other...? why WE lost each other?
- sometimes things happen. we have scars and wounds. things happen...
- is it because i gained weight?
- i was fighting for you as strong as always before you did... just... one person from a relationship is always wrong. two different characters, personalities and needs. two different decisions and opinions. when both match each other it's okay. but when they are different - one of them is wrong. that day, when we lost each other, i was wrong. when i hurt you."
------------------
"- czemu ludzie się tracą? dlaczego MY się straciliśmy?
- czasem rzeczy się dzieją. mamy blizny i rany. rzeczy się dzieją...
- bo przytyłam, co?
- walczyłem o ciebie tak samo jak zanim to się stało... po prostu... jedna osoba w związku zawsze jest w błędzie. dwa różne charaktery, osobowości i potrzeby. dwie różne decyzje i opinie. kiedy obie do siebie pasują, wszystko jest w porządku. ale kiedy są różne - jedna z nich zawsze jest zła. tamtego dnia, kiedy my się zagubiliśmy, ja byłem w błędzie. kiedy cię skrzywdziłem."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
kartka z pamiętnika, 23 lipca 2012r. *angielska wersja jest pierwsza bo jest wersją oryginalną.
----------
a page of my diary, July 23, 2012. *english version comes first cause it's the original one.
odkryłam, że nie mam linii serca. to może dlatego nie można ze mnie nic wyczytać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
no i popsuło się - moje planowane na dziś wyjście na zdjęcia nad morzem nie wyszło. jednak za to nadrobiłam sobie zdjęciami na łące. :)
jutro nie muszę wstawać nigdzie, wyśpię się (o ile będzie mi dane) i może wreszcie zrobię coś pożytecznego. byłoby dobrze zabrać się wreszcie za moje książki.
ale xbox oraz fable 2 kuszą mnie na razie bardziej. :)
a wy pogrywacie sobie czasem w jakąś gierkę? simsy, angry birds? a może coś poważniejszego? ciekawa jestem, czy tylko ja jestem taka popieprzona i kolekcjonuję gry. ;) i nie, nie grywam ani w simsy ani w angry birds... xD
----------------
and it all went to hell - my beach photoshoot didn't happen today. but i was taking some photos outside anyway. :)
tomorrow i don't have to go anywhere, i'll have some sleep finally (hopefully) and maybe i'd do something useful. it'd be good to finally start reading my books.
but my xbox and fable 2 tempt me more for now. :)
and you? do you play any games? the sims or angry birds? or maybe even something more serious?
i'm very curious, if i'm the only one fucked up enough to collect video games. ;) and no, i'm no playing the sims nor angry birds, haha. xD
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
siedzę w domu, zasłoniłam okno bo słońce zaprasza mnie na zewnątrz, każdym podmuchem wiatru kusząco zachęcając do fotografowania. wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że ból głowy mnie dziś obezwładnia. to chyba z przesycenia weną - szkoda, że nadal nie do pisania (jak wspominałam kilka wpisów temu).
zaczęłam rozplanowywać sobie już mapę świata, o którym chciałam pisać, ale idzie to powoli. chociaż lepiej powoli niż wcale.
od fotografowania odsuwa mnie też fakt, że... wyszłam z filmów a konto mam puste. a z ekonomicznego punktu widzenia za jedną rolkę z rossmann'a mam pięć klisz na allegro.
wczorajszy dzień - wieczór, właściwie - zaowocował w wyjście, a ono ostatecznie w rozkoszną, samotną drogę do domu już po 23:00, z utworem, który macie pod notką, w uszach = mnóstwo inspiracji na nocne zdjęcia. cyfrowe tym razem, jeszcze nie ogarnęłam analoga gdy nie ma światła. wujek przywiózł mi kiedyś swoją starą lampę ale nie wyszperałam jeszcze odpowiednich baterii.
perspektywa poniedziałkowego i wtorkowego wyjścia sprawia, że serce mi rośnie. :D
mam nadzieję, że nic się nie popsuje! któż przebolałby utratę zdjęć morza o zachodzie słońca.
ps: zaktualizowałam tumblr'a - zapraszam!
----------------------
i'm sitting at home, i covered my window, cause shining sun only disturbes me and keeps encouraging me to go outside to take some photos. it'd be all fine, if my headache wasn't knocking me down so much today. i laugh that it's all because of too much inspiration inside my head - but it's a shame, not for writing (as i mentioned few posts ago).
i already started to plan the world i'd like to write about but it all goes slow, very slow. but - still - better slow than nothing.
another thing that interrupts me in taking photos is... that i ran out of films, haha. and in my economical thinking - one rossmann roll costs the same as five rolls bought on the internet.
yesterday's evening end up in me leaving home what finally turned out in a lovely walk at night, with music - i post that song under this post = a lot of ideas for night photographs. digital, i think, cause i'm afraid i'm still not good enough to take analog photos without any light.
my uncle gave me his old camera lamp, but i still have no good batteries for it.
the perspective of monday's and tuesday's meetings makes my heart rise. :D
i hope it won't spoil it! i wouldn't stand if i lost photos of the sea and setting sun.
ps: i posted new photos on my tumblr - check it out!
"and her mind aches
and her heart breaks,
'cause she's silly"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
znalazłam wreszcie kliszę, która w dużym stopniu odpowiada moim oczekiwaniom. :) to zdjęcie, które widzicie właśnie z niej pochodzi, a już niedługo zobaczycie ich jeszcze więcej (oczywiście, flickr'owi mają lepiej, pewnie reszta fotografii pojawi się tam dziś wieczorem ;) ).
dziś zakończyłam praktyki - wielkie yay dla wakacji! marzę o tym by wyrwać się w przyszłym tygodniu gdzieś na 2-3 dni bo oszaleję.
marzę o jeziorze, beztrosce, łódce na środku jeziora, zimnym piwie i przesiadywaniu wieczorami, słuchając szczebiotania świerszczy...
powinnam też wybrać się do fryzjera - moje uczesanie woła o pomstę do nieba, burza rudawych kłaków bez ładu i składu, koniecznie trzeba coś na to zaradzić.
----------------
i finally found a film, which fits to my expectations. :) this photo you can see here is taken on it, the rest you'll see here very soon (of course, flickr users are more lucky to see the rest probably even tonight ;) ).
today i finished my practice work - huge yay for my holidays! i wish i could just go somewhere next week for 2-3 days, otherwise i'll go crazy.
i dream about a lake, ease, little boat in the middle of that lake, cold beer, warm evenings outside and singing crickets...
also i should go to the hairdresser - my hair really cries for help, a ball of redish something, without any sense, some cuts definitely must be done.
do tej pory testowałam wszystkie napotkane, jednak coraz trudniej mi wrócić do domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
wielu z was pytało mnie o gazetę, w której ukażą się moje zdjęcia. :) jest to 'e-makijaż', magazyn dostępny również online, dlatego nie martwcie się, jeśli mieszkacie zagranicą - jak numer się ukaże to wam go tutaj wrzucę. :) dziękuję za tak żywe zainteresowanie!
(...)
zostałam z tylko jedną rolką filmu w lodówce, muszę koniecznie wyszukać jakąś dobrą wyprzedaż na allegro (2zł za rolkę to zacna oferta).
aktywnie poszukuję dobrego filmu na dzisiejszy wieczór. w przypływie desperacji gotowa jestem kupić litr lodów i oglądać po raz setny 'dziennik bridget jones', jednak bardzo chętnie wzięłabym się za coś, czego nie znam. za komediami romantycznymi nie przepadam (jest kilka wyjątków, oczywiście), za to ostatnio okrutnie lubuję się w kinie skandynawskim. samo tak poszło, począwszy od 'millenium', poprzez 'headhunter'ów', kończąc na 'wspaniałej i kochanej przez wszystkich', która uchodzi za szwedzki odpowiednik bridget, śmiałam się do rozpuku momentami. horrorów też nie lubię, dlatego też oczywiście oglądałam 'mama' z początku tego roku. guillermo del toro ugościł mnie typowym dla siebie straszeńcem, jednak byłam dzielna - bo było na kogo popatrzeć, co automatycznie mnie uspokoiło (wiem, banalny powód, ale ciekawa byłam tego filmu). filmy mile widziane, kostiumowe albo z nowym jorkiem w tle. trzeba czasem oderwać się od rzeczywistości. ;)
nigdy nie wyciągam ręki by napotkać na drodze dłoń kogoś innego.
wyciągam ją by poczuć wolny szum wiatru pomiędzy palcami.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
egzaminy zakończone. powinnam się napić z tej okazji ale ani nie mam za co, ani z kim. marzy mi się łóżko i niekończący się sen. marzy mi się słońce i kolejne wypstrykane klisze. mrożona herbata na tarasie kawiarni, świeże owoce. wakacje. lato. beztroska, radość. do czego to dochodzi, by marzyła mi się radość.
skreślając kolejne dni, szukam uspokojenia- duchowego, kojącego wodopoju.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
ah, te nieprofesjonalne flary. mam do nich słabość, mimo wszystko, uwielbiam sposób, w jaki światło odbija się na kliszy. to pierwsze dzieci jakie spłodziła moja nowa sztuka zenita 122.
za mną pierwszy dzień praktyk - zapowiada się ciekawie. mam jednak nadzieję, że ostatecznie uda mi się spełnić moje postanowienia wakacyjne a mam ich kilka:
- zmotywować się do ćwiczeń i wreszcie schudnąć
- znaleźć pracę
- zrobić w te wakacje coś cudownego. a najlepiej dużo cudownych rzeczy.
nie chcę kolejny rok nie wychylać nosa z pokoju przez całe lato.