kurczowo zaciskając palce w pościeli, desperacko unikając miażdżącej presji.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
mocna kawa, ciężkie powieki po kolejnej nieprzespanej nocy.
natura wysłuchała naszych modłów o 4:00 rano racząc nas burzą. jednak tak spektakularną, że zapamiętamy ją na długo. jedni niemal dostali ataku serca, gdy noc mieszała się z dniem, hucząc przeraźliwie, a inni, tak jak ja, siedzieli z kubkiem herbaty, podziwiając zjawisko. niby zwykła nawałnica, ale tym razem wyglądała naprawdę pięknie. mój pies drżał, wtulając się w każdego członka rodziny, a ja sobie obserwowałam. deszcze i burze sprzyjają rozmyślaniu, w moim wypadku prowadzi to do ułożenia sobie wielu spraw. tak było i tym razem. i mimo, że dziś jestem niemal jak zombie to nie psuje mi to nastroju. :)
ps: zapraszam was do polubienia strony na facebooku - tam będzie działo się więcej. :)
----------
strong coffee, heavy eyelids after another sleepless night.
nature listened to our prayers and gave us storm at 4:00 a.m. it was so spectacular that we'll remember it for a long time. some almost got a heart attack, when day was mixing with night, and others - like me - was sitting with a cup of tea, watching the phenomenon. a normal storm, but this time it looked really beautiful. my dog was shaking, scared and hugging to every member of the family and i was just observing.
rain and storms keeps me thinking about my life, sorting some things out. it helped me this time as well. and even if i'm a zombie today - i really don't mind. :)

































.jpg)





.jpg)
.jpg)














